11/05/2008

Podobno koty chodzą własnymi drogami.

Kiedyś Sfinks a teraz Mimbla chodzą naszymi, a wręcz, z racji trybu pracy, moimi. Śmigot od czasu do czasu, szczególnie przy wyjątkowo paskudnej pogodzie, zostawał w sypialni, gdzie wpełzał pomiędzy pościel albo wkradał się do szafy i tam ucinał sobie drzemkę. Oba futra czasem popadają w zadumę nad światem widzianym z parapetu i nie zwracają uwagi na świat domowy. Jednak generalnie przebywają w tym samym pomieszczeniu co domownicy (a także goście, o ile nie jest ich zbyt wielu).
Mimi tak bardzo trzyma się naszych ścieżek, że przypomina mi czasem pieska. Natychmiast się budzi, kiedy wstaję i pędzi za mną do łazienki, a potem w zasadzie cały dzień chodzi za mną jak cień. Śpi zwykle na biurku przy monitorze i uprzejmie pozwala mi czasem wyjść do kuchni lub toalety. zerkając spod przymrużonych powiek. Kiedy jednak zbyt długo rozwieszam pranie, wchodzi na łazienki, domaga się wzięcia na ręce i mruczy układając się do snu. No, czasem wystarcza jej miska... Największą karą jest zamknięcie się przed nią w pokoju, gdy domaga się uwagi szantażując mnie zniszczeniem lampy - wskakuje na drzwi i miauka.
Niedawno PanKota i Ten, Co Nienawidzi Kotów, ale Mimbli Tylko Nie Lubi popijali w kuchni bimber porzeczkowy (wiwat młoda para), a ja wymknęłam się do komputera. Poczwarka rozpętała straszną awanturę i rzucała się na mnie lub na lampę - stado się rozlazło i kot pasterski musiał zgarnąć zbłąkaną owieczkę...

trudno przyłapać kota na ziewaniu

Kwadratowa Kota




10/07/2008

Filcaki, czyli pluszaki z horroru

Rzadko mi się zdarza trafić na blog (może dlatego, że na ogół je omijam), który nie tylko wrzucam do czytnika rss, ale i czytam od pierwszego postu, nawet jeśli jest ich sporo. W zasadzie od strony do strony przestudiowałam tylko chistorie Chakiera. Dziś natknęłam się na bloga, z którego nerwowo zapisuję zdjęcia, na wypadek gdyby zniknęły. Jeśli ktoś chce śnić filcowe koszmary, link do bloga znajdzie w linkach do bloga. (Uwaga, uwaga, w zakładce "galeria" są zdjęcia niepojawiające się w postach, warto pobuszować.)

projekt, wykonanie i zdjęcia: Tobiah P. Mundt
dopisek: znacznie więcej zdjęć jest na flickr, gdzie sfotografowane w rozmaitych pozach filcaki robią miny, dzięki czemu dobrze widać, dlaczego mogą intrygować - one mają osobowość.

9/15/2008

(barytonem z pełną powagą) Jesień. Jesień. Jesień.

  • zapomniałam, jaki kolor ma słoneczne niebo
  • kota znika w najgłębszym kącie szafy, gdzie śpi na zimowych szalach, a nad nią wiszą letnie kiecki
  • prysznic biorę pół godziny, stojąc pod niemal wrzącą wodą i potem muszę smarować się balsamem
  • kota mimo prawie 4 kilo oraz długich łap wpełza mi pod sweter, a jako że grzeje splot słoneczny, to wybaczam jej, że bezpowrotnie rozciąga ulubiony wyrób dziewiarski, a wysik jest czynnością wręcz akrobatyczną, kiedy jedną ręką podtrzymuje się chrapiącego zwierza
  • koło monitora stoi podgrzewacz na USBa, ale i tak herbata w połowie kubka jest letnia
  • po zmroku kota mości się pod lampą i bardzo jej zazdrościmy, że się cała mieści
  • PanKota wywleka z czeluści szaf piecyk olejowy, ale sam nie daje się wywlec do ciepłych krajów, na zawsze, pod złote słońce i nawet nie będę narzekać na pająki i inne robactwo
  • kota nocą wpełza pod kołdrę, układa się na w okolicach ogólnie pojętego podołka, po czym przepełza do stóp, których lodowatość szczęśliwie jej nie przeszkadza

8/29/2008

Kocia muzyka

Koty nasze zaliczają się do małomiaukliwych.

Śmigol miał w zasadzie dwa tryby: oskarżycielskie i pełne pretensji miauk, tłumaczące się na coś w stylu: "jak śmieliście zostawić mnie samego, śmierć głodowa zagląda mi w oczy, natychmiast napełnijcie mi miski, wy dwunogie durnie". Nie budziło to w nas szczególnych wyrzutów sumienia, ponieważ ten sam miauk słyszeliśmy i po nieobecności trwającej dobę (a w miseczkach były jeszcze chrupki) jak i trwającej kwadrans (a kot godzinę wcześniej się napchał). Nie, nie był to wyraz tęsknoty za nami - Sfinks prowadził prosto do miski. Po prostu kelner powinien się meldować raz na 10 minut przy stoliku.

Drugi dźwięk to terkoczące ek eek ek ek. Adresatem były ptaki za oknem, w które Sfinks surowo się wpatrywał (bez prób wydostania się na drugą stronę szyby). Zapewne miotał jakieś obelgi.

Mimi miauczeć się nie nauczyła. Robi mi (lub pi) i jest to ekwiwalent Krtekowego ah-joj. Zależnie od intonacji wyraża radość, zdziwienie, prośbę i generalnie przekłada się na czasownik "bawić". Gdy jesteśmy długo nieobecni, pi jest dość smutne i oznacza "nikt się ze mną nie bawił". Kiedy nie ma nas krótko, pi! jest dość radosne i kryje się pod nim "super, bawimy się". Kiedy siedzimy przy koputerach, przez pi? należy rozumieć "bawimy się?"
Drugi dźwięk jest nieco dłuższy i częściej używany - mm, yyy, miiyyyy, mmmiyyy etc, czyli nuuuuuuudzę się, nikt mnie nie przytula, zero rozrywek, nikt na mnie nie zwraca uwagi.

O tym, jak koty skupiają na sobie uwagę, w następnym odcinku.

Koniec lata

Kota chowa się w różne dziwne miejsca, często przyprawiając mnie o początki zawału, że właśnie uruchomiłam pralkę i koszulki będą pokryte sierścią.

Dobrym schowkiem i jednocześnie miejscem zabaw jest pudło po odkurzaczu, którego z tego powodu nie mam serca się pozbyć:

Kryjówką numero uno jest oczywiście szafa, ale przecież nie po to ma się szafę, żeby teraz prezentować schowanego w niej trupa, więc zdjęcia brak.